W minionych czasach Ziemia Żmigrodzka miała wielu właścicieli. Byli nimi między innymi przedstawiciele sławnych rodów: Bogoryów, Wojszyków, Stadnickich, Lubomirskich, Wiśniowieckich, Radziwiłłów, Lewickich i Potulickich.
Franciszek hr. Potulicki po Powstaniu Styczniowym schronił się w Galicji. Tutaj poznał przyszłą żonę Franciszkę, córkę hrabiego Badeniego – właściciela Glinian k. Lwowa. Cesarski namiestnik dla Galicji w 1890 roku kupił od hr. Jana Lewickiego za 100000 koron dla córki i zięcia Potulickich olbrzymie dobra na Podkarpaciu. Majątek ten stanowiło: 13000 morgów lasu, położonego w dorzeczu Wisłoki na południe od Żmigrodu aż do granicy ze Słowacją, 400 ha gruntu, dwa dwory znajdujące się w Nowym Żmigrodzie i w Kątach. Przy dworze w Kątach czynne były: dobrze funkcjonująca huta żelaza (hamernia), jaz na Wisłoce, młyn wodny, karczma i areszt oraz dwa nieduże tartaki,znajdujące się w Czarnem i w Nieznajowej.
Państwo Potuliccy po zamieszkaniu we dworze w Nowym Żmigrodzie przystąpili do restrukturyzacji gospodarstwa. Zlikwidowane zostały, młyn i huta w Kątach. W latach 1895 – 1897 wybudowali parowy tartak na Mytarce. Z inwestycją tą p. Potuliccy wiązali duże nadzieje na wielkie dochody, zwłaszcza, że posiadali ogromne zasoby drewna w lasach.
Do kierowania pracą tego zakładu zatrudniono 5 pracowników, w większości Żydów. Wśród nich byli: zbankrutowany arendarz karczmy w Łysej Górze, handlarz końmi Samuel Wistreich i Gimpel Wajsztan ze Żmigrodu. Ten pierwszy przyjmował na placu tartacznym, przywożony przez wozaków surowiec, a drugi zajmował się marketingiem. W związku z tym często odbywał kosztowne (rujnujące właściciela) podróże. W tym okresie tartak pracował pełną parą, dowożono duże ilości drewna z lasów, był zbyt na tarcicę.
Radość właściciela tartaku z dobrej prosperity trwała krótko. Po przeprowadzeniu remanentu za trzyletni okres pracy gatrów okazało się, że jego zysk wynosi 5 koron i 36 halerzy. Podobne efekty ekonomiczne uzyskał z produkcji rolnej. Załamany takim niepowodzeniem gospodarczym hr. Potulicki postanowił wydzierżawić stajnię i tartak. Po spisaniu umowy dzierżawnej w kancelarii rejenta w Nowym Żmigrodzie, dzierżawcą obydwu obiektów został wyżej wspomniany, pracownik placowy tartaku w Mytarce Samuel Wistreich. Od tej pory tartak w Mytarce zarządzany był przez firmę Wistreich i sp.
Zaprowadzono nowe porządki, zwolniono z pracy w zarządzie wszystkich katolików, a na ich miejsce zatrudnieni zostali Izraelici. Poprawiła się sytuacja ekonomiczna firmy. Przedsiębiorczy dzierżawca w wynajętej stajni przetrzymywał skupowane konie, a po doprowadzeniu ich do odpowiedniej kondycji sprzedawał je komisji wojskowej na potrzeby cesarskiej armii.
Oprócz wyżej wspomnianych niepowodzeń Franciszka hr. Potulickiego jako przedsiębiorcy należy wspomnieć o wcześniejszym przykrym wydarzeniu. Mając na Litwie, w zaborze rosyjskim rodzinny majątek, o wartości 500000 rubli, postanowił go sprzedać. W tym celu w 1893 roku wysłał zaufanego, wyposażonego w upoważnienie i pełnomocnictwo do przeprowadzenia tej transakcji, człowieka, niejakiego Babrzyńskiego (Bobrzyńskiego). Od tamtego czasu do końca życia już go więcej nie zobaczył.
O stosunku hr. Potulickiego do służby dworskiej dowiadujemy się z wiersza pt. Pamiętam to dobrze..., poetki ludowej Katarzyny Ziomek z Kątów, która przeżycia swej matki upamiętniła następującymi słowami:
(...) Już u państwa Potulickich ziemniaki kopałam
za darmo, ani łyżkę strawy za to nie dostałam.
A gdy wieczór do piwnicy my wszystkie znosiły
Ogórki w beczkach kiszone i pomidory, po jednym my se wzięły.
Jak przyleciał z lagą pan hrabia Potulickim zwany,
wybił wszystkich, wy bandyty, rabusie, gorsi jak Cygany(...)
Wielu kłopotów wychowawczych, przykrości i upokorzeń doznali państwo Potuliccy z powodu niesubordynacji jedynego syna Władysława. Czas i pieniądze przeznaczone dla niego na studia w Krakowie roztrwonił na rozrywki towarzyskie i gry hazardowe. W tym czasie, będąc rzekomo na studiach w 1909 roku ożenił się z artystką teatru w Krakowie, o czym jego rodzice dowiedzieli się dopiero po trzech latach. Z tego powodu przeżyli wielki szok. Nie dosyć, że nie ukończył studiów to jeszcze przywiózł do domu rodzinnego synową „z tak niskiego stanu”. Synowa Helena – córka dorożkarza (kolejarza) pod żadnym względem nie spełniała arystokratycznych oczekiwań i ambicji rodziców. Tym samym przekreśliła ich plany o ożenku syna z jedyną córką hr. Reja z Krakowa. Te okoliczności stały się kością niezgody w ułożeniu dobrych stosunków rodzinnych. Młodzi Potuliccy, po dokonaniu remontu dworku w Kątach przeprowadzili się do niego. Po śmierci ojca –. Franciszka hr. Potulickiego – w 1922 roku powrócili do matki w Żmigrodzie. Wcześniej na podstawie zapisu notarialnego dokonanego przez rodziców Władysław Potulicki stał się właścicielem tartaku, dworu w Kątach i lasów położonych na południe stąd, natomiast matka – Franciszka hr. Potulicka – zatrzymała dla siebie dwór z gruntami w Żmigrodzie oraz las na terenie Łysej Góry i Starego Żmigrodu.
Nieroztropność, rozrzutność oraz namiętność do hazardu w szybkim tempie doprowadziły hr. Władysława do bankructwa. Podczas jednej nocy przegrał z Żydami las w Kolaninie, innym razem w hotelu w Warszawie spotkawszy się z Wistreichem przegrał 50 tysięcy dolarów. Pieniądze te pobrał z banku, a poręczenia udzielił mu sam Wistreich. Po kilku latach konsekwentnego wchodzenia na hipotekę Potulickich przez Samuela Wistreicha, ostatecznie dzieła tego dokonali jego synowie Dawid i Artur Wistreich. W 1936 roku cały majątek Władysława hr. Potulickiego był już w posiadaniu Wistreichów. Państwu Potulickim na otarcie łez pozostała dożywotnia pensja od nowego właściciela w kwocie 1000 zł miesięcznie. Zrujnowany doszczętnie hrabia nie długo korzystał z tego dobrodziejstwa skracając sobie życie. Po nagłej śmierci męża, bezdzietna Helena hr. Potulicka wyjechała do rodziny w Krakowie. W parafialnej kronice Nowego Żmigrodu z okresu II wojny Światowej ks. Proboszcz Władysław Findysz zanotował, że korzystał między innymi z uprzejmości i protekcji hr. Heleny Potulickiej w dotarciu do przebywających w obozach niemieckich żmigrodzkich parafian. Ks. Proboszcz za pośrednictwem tego kanału przesyłał uwięzionym rodakom listy, książeczki do modlitwy i paczki z żywnością.
Franciszek oraz Władysław Potuliccy spoczywają w Krakowie, natomiast starsza pani Franciszka hr. Potulicka zmarła 18 lutego 1939 roku spoczywa na parafialnym cmentarzu w Nowym Żmigrodzie. Po zakończeniu II wojny światowej lasy i tartak zostały upaństwowione, dwór w Kątach był siedzibą Leśnictwa (obecnie należy do Magurskiego Parku Narodowego), a w podworskim gospodarstwie w Nowym Żmigrodzie powstała Szkoła Rolnicza. Zniszczony, rozpadający się dwór w Nowym Żmigrodzie został zburzony. I tak ostatni Ordynat Nowego Żmigrodu wraz dworem przeszli do historii.
PS. Powyższą historię spisałem na podstawie ustnych przekazów rodzinnych i sąsiedzkich, pochodzących od bezpośrednich świadków.
Feliks Źrebiec