Za ziemską dobroć dla bliźnich

Górne dorzecze Wisłoki, na południe od Kątów, do zakończenia II wojny światowej zamieszkiwali Łemkowie, których przodkowie przybyli tu w XV i XVI wieku. Ich greckokatolickie parafie należały do dekanatu dukielskiego.

W okresie międzywojennym podczas tzw. „schizmy tylawskiej” znaczna część Łemków przeszła na prawosławie. Mieszkańcy wielu wiosek uczynili to w całości, a w innych tylko niektórzy. W Myscowej nikt nie zmienił wyznania. W niektórych łemkowskich wioskach zamieszkiwały pojedyncze polskie rodziny, a w Hutach Krempskiej i Polańskiej mieszkali tylko Polacy, wyznania rzymskokatolickiego.

Przez całe wieki wspólnego zamieszkiwania Łemkowie i Polacy żyli w zgodzie i przyjaźni. Nie było między nimi żadnych konfliktów na tle narodowościowym, kulturowym, gospodarczym, a tym bardziej religijnym. Powstawały mieszane rodziny. Łemkowie i Polacy podczas świąt i różnych uroczystości wzajemnie się odwiedzali. Zamieszkali w łemkowskich wioskach Polacy należeli do parafii rzymsko-katolickiej w Nowym Żmigrodzie. Ze względu na duże odległości – dochodziły do 30 km – i inne trudności z dojazdem do kościoła parafialnego w takiej sytuacji proboszcz żmigrodzki zezwolił swym parafianom na korzystanie z posługi duszpasterskiej w cerkwiach, chrzczono w nich nawet polskie dzieci.

Łemkowska młodzież była wychowywana patriotycznie w szkołach. W okresie międzywojennym w Krempnej uroczyście obchodzono święta państwowe. W dniach 3 Maja i 11 Listopada organizowane były akademie, manifestacje, na których młodzież szkolna deklamowała wiersze śpiewała pieśni patriotyczne przy akompaniamencie cygańskiej kapeli.

Tutejsi Łemkowie byli w pełni lojalnymi obywatelami państwa polskiego. Aktywnie uczestniczyli w życiu społecznym i politycznym, służyli w wojsku polskim, a podczas hitlerowskiego najazdu w 1939 r. ofiarnie walczyli w obronie Polski.

W ostatniej fazie II wojny światowej, podczas tzw. bitwy dukielskiej, przez wiele miesięcy na tych ziemiach utrzymywała się linia frontu. W związku z tym wysiedlono poza teren działań wojennych wszystkich mieszkańców. Jednych Niemcy, drugich Rosjanie, do odleglejszych miejscowości od linii frontu. Część ludności schroniła się w leśnych kryjówkach. W wyniku długotrwałych i ciężkich działań wojennych wiele łemkowskich wiosek doszczętnie zostało wypalonych( np. Ciachania), a w innych ocalały tylko nieliczne domy. Po przełamaniu frontu na „wyzwolonym” przez Armię Czerwoną terenie zaczęły działać tzw. Komitety przesiedleńcze, w skład, których wchodzili sowieccy oficerowie i miejscowi agitatorzy. Na podstawie układów, popisanych pomiędzy ZSRR i PKWN, przystąpiono do przesiedlania ludności łemkowskiej na tereny Radzieckiej Ukrainy. Nie wszyscy Łemkowie chcieli opuszczać swoje rodzinne strony i wyjeżdżać w nieznane. Jednym z wielu kryteriów pozwalającym im na uchronienie przed wywózką było zaświadczenie potwierdzające wyznawanie religii katolickiej w obrządku rzymskim, które też potwierdzało polskie pochodzenie. Po takie zaświadczenia wiele rodzin łemkowskich z Polan, Olchowca i innych wiosek zwracało się do powszechnie szanowanego ks. Władysława Findysza - proboszcza z Nowego Żmigrodu, który nie zważając na grożące mu nie konsekwencje wydawał im stosowne dokumenty, chroniąc ich w ten sposób przed wywózką na Ukrainę. Dokumenty te pozwalały też niektórym uniknąć wywózki na Ziemie Zachodnie w 1947 roku.

Wśród łemkowskich rodzin w Polanach i okolicy do dzisiejszych czasów przetrwała pamięć i wdzięczność dla śp. ks. Władysława Findysza za dobro, które z narażeniem własnego życia, w tak bardzo trudnym, powojennym okresie dla nich uczynił.

W imieniu społeczności łemkowskiej, która od ks. W. Findysza doznała wielorakiej pomocy, państwo Tatiana i Grzegorz Bowankowie z Polan dali wyrazy wdzięczności w artykule pt. „O Stanisławie Fajksie z Polan”, opublikowanym w Ukraińskim tygodniku NASZE SŁOWO nr 20 (1764) z 19 maja 1991 roku. Tłumaczenie tegoż artykułu podajemy poniżej:

 

O Stanisławie Fajksie z Polan

Świętej pamięci Stanisław Fajks, syn Leona, Polak – polański zmarł już parę lat temu. A piszemy o nim, dlatego, bo on był w pierwszych latach po drugiej wojnie światowej tu w swojej rodzinnej wsi Polany sołtysem, i to jak na tamte wojenne ciężkie czasy był dobrym sołtysem. Bo ten Stanisław Fajks dużo tutejszym Łemkom pomógł, ażeby nie zostali w 1947 roku przymusowo wygnani na Ziemie Zachodnie podczas akcji „Wisła”. Po tym przymusowym przesiedleniu w Polanach zostało jeszcze około 30 łemkowskich rodzin.

Co prawda w tym też miał wielką zasługę żmigrodzki rzymsko-katolicki ksiądz Findysz (już nie żyje), który kilkudziesięciu łemkowskim rodzinom z Polan dawał metryki, że są oni rzymo-katolikami i na tej podstawie uniknęli oni wysiedlenia.

Już jakoś tak wśród ludzi jest, wśród złych ludzi, że za dobro karzą. Doświadczył tego na sobie i Stanisław Fajks, którego w 1947 roku niewinnego zaaresztowano i wywieziono do koncentracyjnego obozu w Jaworznie. Jak stamtąd wrócił do swojej żony - Łemkini do Polan, to już nigdy nie wrócił do zdrowia, miał wielki ból w sercu i na serce potem zmarł.

A ksiądz Findysz też miał jakieś nieprzyjemności i ciężkie przeżycia, co prawdopodobnie też mu zaszkodziło na zdrowiu i niedługo zmarł.

To przedobry Panie Boże daj temu świętej pamięci Stanisławowi Fajksowi i świętej pamięci swemu dobremu słudze księdzu Findyszowi za ich ziemską dobroć dla bliźnich życie wieczne w królestwie niebiańskim.

Pan Grzegorz Bowanko, rodem z Krempnej, już jako chłopiec był pisarzem w miejscowym urzędzie gminy. Podczas kampanii wrześniowej poszedł z wycofującym się wojskiem polskim aż pod Lwów. Po powrocie do domu został wywieziony na przymusowe roboty do Niemiec. Po II wojnie światowej pracował jako nauczyciel w szkole podstawowej w Myscowej. Podczas tej pracy poznał księdza, Findysza, który przyjeżdżał na katechizację młodzieży. Z tej współpracy zapamiętał księdza jako bardzo dobrego człowieka i charyzmatycznego kapłana. Ks. Findysz prosił wychowawców, aby przestrzegali zasady tolerancji religijnej i nie usiłowali nikogo zachęcać do przejścia na katolicyzm. Prosił o utrzymanie dobrych stosunków między Łemkami a ludnością napływową.

Na zakończenie pragnę przedstawić jeszcze jedno świadectwo o ks. Findyszu. Przekazał je skalnicki organista, śp. Jan Buczyński, któremu ks. Findysz opowiedział, że podczas posługi duszpasterskiej do Myscowej, na odludnym odcinku drogi został zatrzymany przez bandę UPA. Napastnicy powiedzieli mu, że zostanie rozstrzelany. Kiedy struchlały i pogodzony z losem oczekiwał na śmierć, jeden z napastników kazał wstrzymać się przygotowanemu do strzału koledze i zapytał księdza skąd pochodzi? Kiedy usłyszał, że ze Żmigrodu, powiedział księdzu, że jest wolny.

Powyższe świadectwa o księdzu Findyszu, ukazane na szerokim tle historycznym, ukazują nam tego szlachetnego sługę Bożego, jako człowieka, który miał dobre serce dla każdego – niezależnie od narodowości i wyznania. Dzisiaj, gdy w naszym narodzie tyle podziałów i tyle rozbicia, staje się on dla nas wspaniałym przykładem budowania jedności i zgody. Niech te skromne wyrazy pamięci i dowody wdzięczności będą hołdem dla śp. ks. Władysława Findysza za jego wielką dobroć i miłość dla bliźnich.

Przedobry Panie Boże daj swemu dobremu słudze śp. ks. Władysławowi Findyszowi za jego dobroć dla bliźnich życie wieczne w królestwie niebiańskim.

Feliks Źrebiec

Ten artykuł był drukowany w Tygodniku Źródło Diecezji Rzeszowskiej nr 2/2000