Zagrody

Zagrody nasze widzieć przychodzi, I jak się jego dzieciom powodzi

- śpiewamy podczas uroczystych procesji. Gdyby obecnie Franciszek Karpiński pisał tę piękną pieśń eucharystyczną, której fragment cytuję, zapewne zamiast staropolskiego słowa zagrody, użyłby innego współczesnego określenia, np. domostwa, domy, a w mieście - mieszkania.

Tym mianem, w dawnych czasach piastowskich, tj. w początkowym okresie osadnictwa, nazywano pojedyncze gospodarstwa sołeckie i kmiece na obszarach dzisiejszych wiosek. W późniejszych wiekach (od XIII w), na skutek m.in. rozwarstwienia ekonomicznego, wytworzyła się na wsi uboższa warstwa ludności, zwana zagrodnikami. Byli to chłopi, posiadający dom i niewielkie gospodarstwo (żyjący tylko z ogrodu), niekiedy hodujący krowę i świnie, wypasane w lasach i karmione żołędziami. Trudnili się rzemiosłem na rzecz pana, sołtysa lub kmiecia.

Według uchwał łęczyckich z lat 1418-1419 zagrodnikom, podobnie jak kmieciom, było wolno opuszczać swoje siedliska, po zapłaceniu panu gościny.

Wówczas rozpoczęła się powolna zmiana znaczenia tego słowa. Odnosiło się ono już tylko do siedzib zagrodników. Po powstaniu folwarków zagrodnicy zobowiązani zostali do odrabiania pańszczyzny pieszej lub czynszu.

W czasach po I rozbiorze Polski na wsi masowo zaczęli osiedlać się Żydzi. Początkowo byli oni dzierżawcami, a później zostawali właścicielami karczm. Przez podstępne rozpijanie zadłużali chłopów, a za nie spłacane długi wykupywali ich gospodarstwa. I tak wielu zagrodników, po zajęciu im majątku przez arendarza, przechodziło do najniższej kategorii społecznej i ekonomicznej na wsi, czyli stawali się komornikami.

Prawdopodobnie w wyniku przeobrażeń społeczno-ekonomicznych na przestrzeni wieków powstał w Kątach (obecnie liczący ponad 20 gospodarstw) przysiółek Zagrody. Jednym z wielu argumentów, przemawiających za tą tezą, mogą być polskie nazwiska najstarszych osiadłych tu rodów: Żarnowski, Kazecki, Gądek, Grzywacz, Leśniak, Kostrząb, Piwowar, Źrebiec lub inne, które z wielu powodów już zniknęły. Ich przodkowie, oprócz rolnictwa zajmowali się różnymi pracami, przede wszystkim rzemiosłem, np. obróbką drewna, kamienia, warzeniem piwa, tkactwem (jeszcze w połowie XX wieku był tu warsztat tkacki) lub świadczyli różnorakie usługi dla dworu, np. transportowe czy służby leśnej. Zamieszkują tu też rodziny, których przodkowie przybyli spoza granic Polski, np. Kornel (Cornell - taka była pierwotna pisownia) ma pochodzenie włoskie - był specjalistą od wypału węgla drzewnego. Paliwa tego potrzebowano do wytopu żelaza w miejscowej hucie (hamerni). Natomiast przodek kilku rodzin Leputów wywodzi się ze Słowacji.

Zagrody są położone na lewym brzegu rzeki, u podnóża najdalej na wschód wysuniętego pasma Magury Wątkowskiej, pasma którego najwyższy szczyt Kamień (714 m) dominuje nad doliną Wisłoki. Przysiółek ten leży w górnej części wioski i jest oddalony 7 km od Żmigrodu, a 1 km od mostu na szlaku do Krempnej. Zagrody z jednej strony „za plecami” mają bardzo stromy brzeg wzgórza Oborzysko - Uroczysko (448,5 m), a z przeciwnej są otoczone zakolem Wisłoki, nad którą od wschodu wznosi się pasmo górskie ze szczytami Grzywackiej i Łysej Góry. Takie położenie topograficzne Zagród sprawia, że są one odcięte przez rzekę, nie tylko od macierzy, ale także od sąsiedniej Myscowej. Ustronne położenie przysiółka, jest dla jego mieszkańców odwiecznym, największym utrapieniem i zmorą codziennego życia.

Jak przed wiekami, tak i obecnie jedyną drogą na świat pozostaje przeprawa w bród przez rzekę. W ostatnich latach, dla ułatwienia przejazdu pojazdami mechanicznymi (przy niskim stanie wody), w korycie rzeki ułożono żelbetowe płyty drogowe. Również i to do końca nie rozwiązało problemu, gdyż przy wyższym poziomie wody w rzece, szczególnie w okresie wiosennych spływów kry lub letnich powodzi, przejazd żadnym pojazdem nie jest możliwy. W dodatku, po opadnięciu wody, najpierw trzeba ponownie ułożyć poroznoszone płyty, by bród nadawał się do użytku.

Dawniej, dla pieszej przeprawy, kładziono na drewnianych podporach długie bale. Przeważnie przy większej fali zabierała je woda. Bez wątpienia pieszą przeprawę znacznie ułatwiła zbudowana przed kilkunastu laty kładka linowa, pozwalająca mieszkańcom uniezależnić się od kaprysów rzeki.

Ilekroć staję na brzegu, przy brodzie prowadzącym do Zagród, tylekroć przychodzą mi na myśl słowa piosenki, śpiewanej przez odział Wojska Polskiego, stacjonujący w powojennym okresie w Kątach. Jej nostalgiczna treść odnosiła się do okresu po IV rozbiorze Polski w 1939 roku, kiedy to rozdzielono nasz kraj, ustanawiając granicę na Sanie. A oto słowa piosenki (cytuję z pamięci):

Samotny stoję nad Sanem i patrzę na drugi brzeg, wiatr wieje nad mroźnym ranem, a oczy przyprószył mi śnieg. Jak smutno stać nad tą rzeką, która rozdziela nasz kraj, chociaż nie jest tam daleko, przez rzekę nie puszcza straż.

Zapewne (nie w sensie dosłownym) podobne odczucie miał ks. Władysław Findysz, kiedy z powodu wielkiej wody w rzece, nie mógł dojechać z posługą duszpasterską do Zagród, aby poświęcić tam pokarmy, przeznaczone na wielkanocny stół. Nie pozostawało mu nic innego, jak tylko z prawego brzegu rzeki, ponad wezbranym jej nurtem, dokonać ceremoniału poświęcenia przyniesionych w koszykach przez zagrodzkie rodziny bożych darów. Skoro już mowa o księdzu Findyszu, warto dodać, że podczas długoletniej służby duszpasterskiej wielokrotnie przejeżdżał w tym miejscu przez rzekę, by dotrzeć z posługą do parafian, zamieszkałych nie tylko na Zagrodach, ale także w Myscowej, Polanach, Olchowcu i Hucie Polańskiej.

Przypomnę historię, którą opowiedział mi współuczestnik tej przygody, przygody związanej z przejazdem przez rzekę do Zagród. Było to w styczniu. W niedzielę, w ogłoszeniach parafialnych ksiądz zapowiedział, że następnego dnia rozpocznie od Zagród wizytę duszpasterską w Kątach. Zgodnie ze zwyczajem kolejno wyznaczano ze wsi gospodarza do przewozu księdza furmanką. Mimo fatalnej pogody, proboszcz nie odwołał kolędy. Stan wody w nie zamarzniętej rzece był dość wysoki. Jaki wysoki, okazało się dopiero, gdy furmanka znalazła się w jej nurcie. Tylko dzięki przezorności gospodarza, który przed wjazdem do rzeki naładował, jako balast, na wóz kamienie, półkoszki z całą zawartością nie popłynęły z prądem. Ksiądz i furman, by nie skąpać się w lodowatej wodzie, ratowali się stojąc okrakiem na siedzeniach.

Przeprawa przez zagrody

Na koniec przypomnę jeszcze przygodę, jaką w ostatnich latach przeżyła rodzina, przebywająca na wczasach agroturystycznych. Z powodu obfitych opadów deszczu w górnym dorzeczu Wisłoki, jej stan tak się podniósł, że po zakończonym turnusie trzeba było traktorem, na przyczepie, transportować przez rzekę samochód odjeżdżających gości.

Powyższe świadectwa są opisem tylko części trudności, związanych z mieszkaniem nad rzeką. Niekiedy miały miejsce tragiczne w skutkach wypadki.

Procesja Bożego Ciała

Od początku powstania kąckiej parafii, co kilka lat, przy stojącej obok brodu kapliczce, w święto Bożego Ciała, gromadzą się wierni na mszy świętej. Po jej zakończeniu wyrusza stąd procesja eucharystyczna. Specjalnie na tę uroczystość, dla przejścia procesji, montowany jest prowizoryczny drewniany most (kładka).

Na zacytowane we wstępie, pytanie: I jak się jego dzieciom powodzi, można by w odniesieniu do mieszkańców Zagród, filozoficznie, krótko odpowiedzieć, że żyją prawie tak jak w bajce: za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami. Tylko że ta rzeka, a dokładniej przejazd przez nią, jest odwiecznym utrapieniem.

Dlatego to bezustannie i jak dotąd bezskutecznie, proszą, błagają i czynią starania u władz o rozwiązanie tego problemu, czyli wybudowanie mostu. Skalę kłopotów, związanych z przeprawą przez rzekę i staraniami o zmianę tego stanu, ukazuje obrazowo wiersz miejscowej poetki ludowej Zofii Mroczkowej. Przed kilkoma laty autorka odczytywała go na spotkaniach podczas kampanii wyborczej władzom administracyjnym i kandydatom na radnych do samorządów. Niestety, jak do tej pory, jego przesłanie nie straciło na aktualności. A oto on:

Most
Od wspólnych problemów tu dziś zaczynamy, bo w wiosce sześć przysiółków mamy.
Nasza wieś Kąty bardzo rozciągnięta, część wioski – Zagrody – przez rzekę odcięta.
Są góry skaliste, przejazdu żadnego, o most my prosimy urzędu jakiego.
Fakty są prawdziwe, tak się też zdarzyło, że tuż obok rzeki dziecko się rodziło.
Woda była duża, kry ruszyły rzeką, a nasza rodząca pod marną opieką.
Także i ze zgonem problemy bywały, trumnę trzeba przewieźć, a wody wezbrały.
Przy nagłym wypadku pożal się Boże, straż, czy też karetka dojechać nie może,
Więc proszą tu dzisiaj kąckie gospodynie, niech problem z przejazdem Zagrody ominie.

Wiele wskazuje na to, że w najbliższej przyszłości los mieszkańców Zagród wreszcie się odmieni, a problem z przejazdem pójdzie w zapomnienie. Może spełnią się wzbudzające kontrowersje, obietnice władz (obiecanki wyborcze), że dojdzie do realizacji, od dawna projektowanej, budowy zapory wodnej na Wisłoce. Przy tej okazji powstanie również most. Wówczas mieszkańcy przysiółka w pełni będą mogli korzystać, z dotąd nie wykorzystanych miejscowych bogactw naturalnych i uroków tego zakątka. Do tych walorów, oprócz pięknego krajobrazu - okolicznych lasów, w większości należących do Magurskiego Parku Narodowego, uroczych zakoli rzeki, odpowiedniego stoku do uprawiania narciarstwa - należą kultywowane tradycje, pracowitość i otwartość tutejszych mieszkańców. Po wybudowaniu mostu na Wisłoce, Zagrody mogą więc stać się bardzo atrakcyjnym miejscem dla przyjeżdżających gości. Przestronne, nowe domy, wyposażone we wszystkie media, z dostępem do Internetu włącznie, są gotowe do przyjmowania krajowych i zagranicznych gości w gospodarstwach agroturystycznych. Może dzięki temu zmniejszy się, tak przykra, a trwająca od dwóch wieków, emigracja za chlebem.

Dawniej, podczas zabaw, dzieci śpiewały różne piosenki. Jedną z ulubionych była Budujemy mosty dla pana starosty. Może w nieodległej przyszłości zagrodzkie dzieci zaśpiewają, że pan starosta zbudował nam most. Czy tak się stanie? Pokaże najbliższy czas. Mimo ciągle przedłużającego się momentu rozpoczęcia budowy, mieszkańcy nie tracą nadziei na ziszczenie się marzeń. Głęboko wierzą, że ich były długoletni proboszcz bł. ks. Władysław Findysz, który podczas ziemskiej posługi wielokrotnie przeżył grozę żywiołu, będzie ich wspomagał w staraniach o powstanie tej inwestycji.

Nowy most

http://www.nowyzmigrod.eu/index.php/Mieszkancy-Zagrod-przechodza-przez-nowy-most-w-procesji-z-Bozym-Cialem.html

Nowy most

Feliks Źrebiec