Babka

Obarczę cię niezmiernie wielkim
trudem twej brzemienności,
w bólu będziesz rodziła dzieci,...
(K. Rdz. 3.16)

Z powodu upadku pierwszych rodziców trud rodzenia, ból, cierpienie i śmierć wpisane zostały w człowieczy los. Na podstawie źródeł historycznych, dotyczących poziomu wiedzy medycznej można domniemywać, że historia rodzenia była najboleśniejsza i najokrutniejsza ze wszystkich historii tego świata.

Od początku istnienia człowieka na ziemi, prawie do końca XIX wieku rodzące się dzieci przychodziły na świat drogą naturalną. W przypadku powikłań porodowych matka i dziecko skazywane były na nieuchronną śmierć. Do nielicznych przypadków należały porody za pomocą cięcia łona dla ratowania dziecka, ale dla matki ratunku nie było. Największą plagą położnictwa było zakażenie połogowe. Z powodu gorączki połogowej przeciętnie co piąta, młoda i zdrowa kobieta umierała z powodu tego powikłania.

Wedle wątpliwej zresztą legendy, Cezar, pierwszy cesarz rzymski miał zostać wycięty z łona matki. Stąd później wywodzono imię Cezar od słowa caesus, co mogło oznaczać wycięty. A ponieważ od słowa Cezar wywodzi się tytuł cesarz, skojarzono w końcu pojęcie cesarza z pojęciem porodu za pomocą cięcia. I tak powstało określenie cesarskie cięcie. Ale legenda, iż Cezar urodzony został przy pomocy cięcia brzucha, wcale nie dowodzi, że Rzymianie opanowali cesarskie cięcie i skutecznie je wykonywali.

W czasach późnego średniowiecza z nakazu kościoła katolickiego położne pod karą klątwy kościelnej miały obowiązek wycinać dzieci z łona matek, które zmarły na ich rękach, w celu ochrzczenia nowonarodzone dziecko. Wierzono wówczas, że nawet po dwudziestu czterech godzinach od śmierci matki, można wyciąć z jej łona żywe dziecko pod jednym warunkiem: zmarłej matce należy szeroko otworzyć usta przy pomocy klamry korbowej, by dziecko mogło czerpać powietrze i oddychać. Jakże niedorzeczne przekonanie, iż dziecko w łonie oddycha przez usta matki, której oddech dawno zgasł! Ale nawet gdyby te stare przekazy o dzieciach urodzonych za pomocą cięcia były prawdziwe, to świadczyłoby jedynie o tym, że udało się przeżyć niektórym dzieciom, gdy tymczasem ich matkom nie można już było pomóc.

Do roku 1876 cesarskie cięcie, (operacja położnicza wykonana w przypadku pewnych powikłań porodu; polegająca na otwarciu jamy brzusznej i macicy, i wyjęciu płodu drogą nadłonową), było jeszcze śmiertelnym upiorem, który od stuleci straszył położników. 21 maja 1876 roku w szpitalu San Motteo w Pawii we Włoszech – 33 letni doktor Edaardo Porro przekroczył granicę niemożności. Po raz pierwszy w historii, w szpitalnych warunkach, za pomocą cesarskiego cięcia uratował życie dwudziestopięcioletniej Julii Covallini i jej córce.

Jak bardzo to był trudny problem niech świadczą następujące przykłady: na czterdzieści cesarskich cięć wykonanych do 1870 roku w Paryżu, wszystkie kobiety straciły życie. W Anglii i Irlandii na przestrzeni czasu 1738 – 1849 wszystkie matki po cesarskim cieciu zmarły. W Niemczech w latach 1750 – 1809 na 338 operacji, zmarły wszystkie matki i jedna trzecia dzieci. Podobnie było w Austrii i w innych krajach na świecie.

Do nielicznych należały przypadki porodów za pomocą cesarskiego cięcia zakończone sukcesem. 14 stycznia 1794 roku w prawie bezludnej okolicy w Wirginii dr Jesse Bennet – za pomocą cesarskiego cięcia odebrał poród swojej żony Elżbiety, a w 1827 roku w Miami koło Newton, w szałasie bez ognia i podłogi przy świecy , węglarz – John Lambert Richmond (późniejszy lekarz), za pomocą noża uratował życie dziecka i matki murzynki.

Działalność położnicza, z racji swego charakteru, przez długie wieki pozostawała przeważnie w rękach starszych kobiet, matek rodów, które nabierały doświadczenia stawały się babkami – (babiarkami, położnymi, akuszerkami). Ich pomoc dyktowana była nie tylko chęcią ulżenia rodzącej, ale i troską o życie dziecka, jako wyraz pędu do zachowania gatunku.

Do połowy XX wieku w Kątach podobnie jak i w okolicznych wioskach kobiety rodziły w domu. Jedynym wsparciem, na jakie mogła liczyć rodząca, była pomoc wiejskiej akuszerki, zwanej babką. W nagłych przypadkach rolę tę pełniły najbliższe osoby lub ktoś przypadkowy. Wiele porodów odbyło się bez pomocy osób trzecich. Zdarzały się przypadki porodów podczas różnych prac polowych, podróży lub innych okoliczności. Przypadki takie na trwale zapisywały się w pamięci mieszkańców wioski. O jednym z nich niech świadczy fakt, jaki miał miejsce, podczas przeprowadzanego spisu ludności po II Wojnie Światowej. W pewnej rodzinie starsza kobieta na pytanie ankietera o datę urodzenia jednego z dzieci, bez zająknięcia odpowiedziała urodził się wtedy jak żęliśmy owies na porębach (nazwa pola).

W latach 1912 – 1947 w Kątach urodziło się 1188 dzieci. Ich porody odebrane były przez następujące osoby:

  1. Agata Źrebiec - 290 porodów
  2. Regina Kogut - 112
  3. Maria Zagórska - 105
  4. Tekla Stoś - 82
  5. Antonina Pec - 53
  6. Anna Kaczmarczyk - 46
  7. Franciszka Nieznajomska - 44
  8. Katarzyna Źrebiec I - 34
  9. Katarzyna Nawracaj - 25
  10. Katarzyna Źrebiec II - 23
  11. Lekarz z N. Żmigrodu - 4
  12. przypadkowa pomoc - 120
  13. obsługa własna - 250

Należy zaznaczyć, że wyżej wymienione babki nie miały żadnego wykształcenia. Przeważnie były niepiśmienne, opanowały tylko sztukę czytania pisma drukowanego. Podpisywały się krzyżykami. Praktyczną wiedzę położniczą i pielęgnacji niemowląt nabyły od swoich matek, teściowych lub innych starszych kobiet.

Do obowiązków babki – akuszerki należało:

  • odbiór porodu
  • pielęgnacja dziecka i obsługa matki
  • zapraszanie kumów
  • ubieranie dziecka do chrztu
  • przewożenie dziecka do chrztu
  • uczestniczenie w przyjęciu z tej okazji
Agata Źrebiec

Moja babka, Agata Źrebiec (1872 – 1958), swoją działalność jako położna, rozpoczęła w 46 roku życia i kontynuowała ją przez 30 lat, na przestrzeni od 1918 – 1948 roku. Jak na ówczesne warunki higieniczno-sanitarne, które panowały na wsi, wszystkie porody, które odebrała zakończyły się szczęśliwie. W opinii środowiskowej uchodziła za najlepszą położną w okolicy. Było zwyczajem, kiedy zbliżał się czas rozwiązania, że mąż lub ktoś z rodziny przychodził po babkę pieszo, a z dalszej okolicy przyjeżdżano po nią furmanką. Babka o każdej porze dnia i nocy spieszyła z pomocą na każde wezwanie. Tą jej gotowość do niesienia pomocy, wykorzystywali dla żartów różni dowcipnisie. Pewnego razu podczas bardzo ciemnej nocy, udając zaprzęg konny, obudzili babkę, poprosili do bardzo pilnego wyjazdu, wywieźli ją poza wioskę pozostawiając babkę razem z wozem, a sami uciekli. Przez długi czas ta historia była w wiosce wspominana.

Po przyjściu babki do domu rodzącej, scenariusz był mniej więcej następujący: grzanie wody, mycie rąk i smarowanie ich masłem i wypicie po kieliszku wódki z położnicą i gospodarzem. Przeciągający się poród przyspieszano różnymi sposobami, między innymi, okadzając części rodne położnicy palącym się spirytusem. Rodzącej dawano do żucia czosnek lub cebulę, zaś po porodzie do picia – grzaną wódkę ze słoniną, a po silnych skurczach przy porodzie – mleko z szafranem. Normą było, że przy przedłużającym się porodzie gościnni gospodarze wraz z babką zdążyli opróżnić litrową butelkę z wódki. Wódka w owym czasie była najlepszym lekarstwem na wszelkie dolegliwości; bóle porodowe, troski i beztroski, a przede wszystkim narodziny dziecka stwarzały okazję do wypicia.

Po zakończeniu II wojny światowej zaczęła się organizować społeczna służba zdrowia. W Nowym Żmigrodzie funkcjonowała już porodówka. Jednakże kobiety z Kątów niechętnie tam chciały rodzić. Wolały tradycyjnie w domu przy pomocy babki. Przyczynę tej niechęci stanowiła osoba położnej tam pracującej. Jej wulgarny język i szydercze odzywki do rodzących kobiet, delikatne mówiąc, były nie stosowne do okoliczności. Z czasem po zmianie szefowej izby porodowej sytuacja radykalnie się zmieniła. Odtąd profesja wiejskiej babki przestała być potrzebna i przeszła do historii położnictwa. Normalne porody odbierane były w żmigrodzkiej porodówce a trudniejsze odsyłano do jasielskiego szpitala. Z powodu trudności finansowych w ostatniej dekadzie XX wieku zlikwidowana została żmigrodzka porodówka i od tej pory wszystkie kobiety z żmigrodzkiej gminy rodzą w jasielskim szpitalu.

2000-03-04 Feliks Źrebiec