Odbywające się we wrześniu 1911 roku na pograniczu galicyjsko-węgierskim manewry wojsk cesarskich, w opinii miejscowej ludności były wróżbą rychłego wybuchu wojny.
Przed ich rozpoczęciem, przez kilka dni w Kątach a także okolicznych wioskach stacjonowały oddziały wojska. W manewrach tych brał udział następca tronu austro-węgierskiego arcyksiążę Ferdynand.
Na terenie naszej wioski poza stacjonowaniem i przemarszem dużej liczby piechoty, przejechało wiele wozów o zaprzęgu konnym, a także jedenaście aut ciężarowych na żelaznych kołach.
Podczas postoju, żołnierze rekrutujący się przeważnie ze wschodniej Galicji, w rozmowach z cywilną ludnością, mówili o rychłym wybuchu wojny. Po zakończonych manewrach, które trwały kilka dni, nastąpiła chwilowa cisza.
W grudniu 1911 roku na wskutek napięć między Austrią i Rosją, nastąpiła mobilizacja rezerwistów i obsadzona została wschodnia granica.
Z Kątów do służby zostali powołani Jan Ruciński i Michał Stoś. W niedługim czasie, gdy napięcie opadło, rezerwiści powrócili i nastąpiło pozorne uspokojenie.
Nadszedł rok 1914 – początek I wojny światowej, która w wyniku rozpadu mocarstw rozbiorowych doprowadziła do odzyskania niepodległości przez Polskę. Napisał o niej Kazimierz Wierzyński w wierszu pt. Rok 1914.
Wymodlili ją wreszcie poeci, prorocy I z niewoli jak z torby wyjęli pielgrzymiej, Patrzą w ogień pisany zygzakiem po nocy Czy to pali się serce, czy to świt się dymi.
Wojnę tą wywołały sprzeczne interesy państw: Niemiec, Anglii i Rosji. Niemcy rozbudowały potężnie swój przemysł i szukały rynków zbytu w krajach azjatyckich. To zagrażało interesom Anglii, opierającej swoje bogactwo i potęgę na koloniach. Równocześnie Niemcy na Bałkanach szachowały Rosję, która chciała utrwalić tam swoje wpływy i opanować z czasem cieśninę Dardanelską, jako drogę wyjściową na Morze Śródziemne. Były to główne przyczyny, jednak bezpośrednią stało się zamordowanie następcy tronu austro-węgierskiego, arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie w czerwcu 1914 roku. Po tym morderstwie nastąpiła lawinowa reakcja.
Dogłębnie wstrząśnięty morderstwem cesarz Franciszek Józef I w dniu 28 lipca 1914 roku wypowiedział wojnę Serbii. W związku z tym Rosja jako jej sojuszniczka wypowiedziała wojnę Austrii, potem kolejno wypowiadały sobie wojnę Niemcy Rosji, Francja i Anglia Niemcom. Prawie cała Europa stanęła w obliczu pożogi wojennej, za wyjątkiem państw skandynawskich, Hiszpanii i Szwajcarii. Do wojny przystąpiły także Japonia i Stany Zjednoczone.
W sierpniu 1914 roku rozpoczęła się I Wojna Światowa. Do walki ze sobą stanęły między innymi zaborcze państwa: Niemcy i Austro- Węgry przeciwko Rosji. Polacy znaleźli się w niezwykle dramatycznej sytuacji, służąc w obcych armiach, wielokrotnie ginęli z rąk rodaków. Ponadto, w pierwszej fazie wojny, ziemie polskie stały się głównym miejscem działań na froncie wschodnim. W Galicji powszechna mobilizacja ogłoszona została 4 sierpnia, natomiast w Kątach przeprowadzono ją kilka dni wcześniej.
O godzinie pierwszej w nocy z 31 lipca na 1 sierpnia 1914 roku, od strony Krępnej przyjechał do wioski na koniu austriacki oficer i przywiózł plakaty. Jeden plakat był z odezwą cesarza pt. DO MOICH LUDÓW, a drugi obwieszczał natychmiastową mobilizację. W pierwszym rzucie wezwano roczniki do 32 roku życia, z wyjazdem natychmiastowym, następni rezerwiści do 42 lat odjechali 2 sierpnia. Razem w dwóch dniach z Kątów wyjechało na wojnę około 45 mężczyzn. Strach i przerażenie zapanowały wśród ludności z powodu wybuchu bezlitosnej wojny. Nic dziwnego, że płacz i lament odjeżdżających i żegnających na front rozlegały się echem po okolicy.
Jak opisuje kronikarz z dziejów Jasła: rzewne sceny w tych i następnych dniach odbywały się w domach, z których mężczyźni szli na wojnę, a najbardziej dramatyczne i nerwy szarpiące na stacji kolejowej, gdzie matki, żony, siostry, bracia i dzieci żegnały swych najdroższych. Niejedne kobiety chwilowo wprost obłędu dostawały, u innych więcej opanowanych czytało się nijako w oczach pytanie „czy wrócisz”? Odjeżdżających żegnano westchnieniem do Boga, najserdeczniejszym życzeniem szczęśliwego powrotu. Dopóki pociąg nie zniknął z oczu widziało się tysiące chusteczek powiewających na pożegnanie.
Po przeżytym szoku od wybuchu wojny następowało powolne przyzwyczajenie się ludności do nowej sytuacji. Propaganda austriacka zapewniała, że wojna nie potrwa dłużej jak 6 miesięcy (na taki okres wozacy wojskowi składali przyrzeczenie). Optymizm ten potwierdzały komunikaty frontowe, opisujące wielkie zwycięstwa armii.
W dwa tygodnie od ogłoszenia mobilizacji nadszedł do Jasła pierwszy transport rannych żołnierzy. Ranni brali udział w bitwach pod Kraśnikiem i Lublinem. Do końca sierpnia trwała jeszcze wśród ludności nienajgorsza atmosfera.
W początkach września zaczęły nadchodzić ze wschodu złowrogie wieści. Zajęty został przez wojska rosyjskie Lwów. Do powiatu jasielskiego wraz z wojskiem austriackim przybył legion wschodni. Znaczne jego odziały przez kilka dni stacjonowały w Dębowcu i Nowym Żmigrodzie. Podczas tego postoju wizytował je gen. Józef Haller. W trzecią niedzielę września legioniści wzięli udział w nabożeństwie odprawianym w żmigrodzkim kościele. Podczas uroczystej sumy śpiewano pieśni: Boże coś Polskę, Serdeczna Matko a na zakończenie Rotę. Był to najbardziej wzruszający moment uroczystości. Nie obeszło się bez łez i szlochów, zwłaszcza, że żegnano odjeżdżających na zachód legionistów, a od wschodu słychać było odgłosy wystrzałów armatnich nacierających wojsk rosyjskich.
Feliks Źrebiec